Na wyjazdach najważniejsze jest utrzymanie efektów i nie uleganie żadnej presji. Tu nie ma miejsca na odchudzanie, postarajmy się wrócić w stanie w jakim wyjechaliśmy 🙂
Posiłków nie musi być 5, mogą być i 2, ważne byśmy nie chodzili głodni i nie jedli na siłę. Teoretycznie można ze sobą zabrać kefir czy sok warzywny, bo łatwo go spakować do torby i popijać w ruchu.
POSIŁKI W HOTELACH niestety od nas nie zależą, ale warto się trzymać kilku zasad. Po pierwsze: wybierajmy zawsze BIAŁKO, czyli mięso drobiowe, ryby (już mniejsza o to jakie) oraz WARZYWA. Unikajmy mięs i ryb panierowanych oraz smażonych na głębokim tłuszczu. Jeśli mamy wybór najlepiej wybierać mięsa czy ryby pieczone, grillowane.
Postarajmy się unikać skrobiowych zapychaczy czyli makaronów, frytek (chyba, że tak ze 2 sztuki ziemniaków, bez sosu czy masła, odrobinę choć przestudzone ponieważ mają wówczas niższy indeks glikemiczny dzięki zawiązaniu się skrobi opornej). Więcej surówki na rzecz skrobi jednym słowem. Warto jednak unikać surówek czy sałatek na majonezie. Sosy najczęściej są zagęszczane mąką pszenną, inne sosy to natomiast najczęściej sam tłuszcz bo ich głównym składnikiem jest śmietana lub majonez więc zachowajmy tu rozsądek. Kasze, ryże, makarony najlepiej pełnoziarniste, ale generalnie polegajmy na tym co jest. Zawsze można nałożyc sobie mniejsza porcję, ale nie odmawiać sobie smaku, zwłaszcza gdy odwiedzamy nowe miejsca, poznajemy nową kulturę i lokalną kuchnię.
ZUPY nie są nam straszne (choć zupy kremy często zabielane są śmietaną), ale nie jedzmy do nich chleba czy grzanek, groszku ptysiowego.
Jeśli natomiast najdzie ochota na kanapki to postawmy na wieloziarniste pieczywo a do niego: jaja, nabiał – nie tylko chudy twaróg ale i mozzarella lekka (pół kulki) czy ser pleśniowy (tak do 2 plastrów jednak), warzywa i oczywiście ryby czy drób.
ŚNIADANIA to oczywiście jajka – jajecznice, omlety czy jajka na miękko/twardo to najlepszy wybór, bo napędzimy sobie białkiem metabolizm od rana. Dodajemy do śniadania warzywa by się nasycić. Jeśli chcemy słodsze śniadanie (a nie mamy do wyboru jakichś niesłodzonych dżemów lub słodzonych tylko sokiem jabłkowym) to możemy sobie pozwolić na owsiankę – taka na zimno, nie gotowana – płatki zalane mlekiem lub jogurtem – ma niższy indeks glikemiczny. Wybierajmy chudsze mleko krowie a najlepiej napoje roślinne (ponieważ krowie mleko nasila wydzielanie insuliny), świeże owoce (bakalie niechybnie będą słodzone a nawet i obtoczone w oleju słonecznikowym, który nie jest tu potrzebny), nie oblewajmy płatków miodem, a orzechy i nasiona stosujmy z umiarem, po łyżce np. nasion słonecznika i płatków migdałowych, żeby dodały energii do pracy.
Warto zabrać ze sobą zdrowe SŁODZIKI, bo musimy poziom cukru trzymać w ryzach. Miód, choć zdrowy, znacznie nam go podnosi, więc trzymajmy się
stewii, ksylitolu czy erytrolu. Można wówczas wyjść spokojnie na kawę i nawet ją sobie posłodzić.
Jeśli uda się spakować ze sobą chlebek chrupki (skład: mąka np. żytnia, woda, sól, nie „lekki” na mące kukurydzianej) to świetnie, ale wiem, że takie pakunki to i średnia wygoda i trochę chyba głupio lub niegrzecznie wyciągać tak swoje pieczywo, więc zostawiam tu wybór.
NAWODNIENIE jest podstawą każdego odchudzania, ale i przy zachowaniu efektów jest kluczem. Nawodniony organizm to prężny metabolizm, jędrniejsza skóra, brak bólów głowy, lepsze trawienie (zapobiega zaparciom a przy podróżach to częsty problem) a nawet niejako oszukanie głodu. Jeśli dzień zaczniemy od szklanki wody (z sokiem cytryny czy bez, żeby nie drażnić szkliwa) to obudzimy swoje narządy wewnętrzne, już zmusimy organizm do pracy i pobudzimy metabolizm od rana.
RUCH, czyli oczywista oczywistość. Codzienny spacer wystarczy. Długotrwały, jednostajny wysiłek w umiarkowanym tempie to sposób na spalanie energii w trakcie jego wykonywania, ale też i pomoc w przyspieszeniu metabolizmu, bo każda aktywność jednak tak działa.